kiedy ma się 40 lat…

Kiedy kładłam się spać 12 maja mając 39 lat i 364 dni nie myślałam, że następnego dnia coś się zmieni, nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele jest za tym magicznym zakrętem. 13 maja wstałam z poczuciem, że to jest to! To jest ten moment, to jest ta chwila, od teraz nie mam już czasu, na przejmowanie się głupotami, nie mam czasu na oglądanie się na ludzi, z którymi mi w życiu nie po drodze, nie mam czasu na zastanawianie się czy 5 kg więcej to moja totalna porażka życiowa, a 5 kg mniej to mój życiowy sukces, nie mam czasu na zastanawianie się co będzie za 10 lat (mam nadzieję, że ja i moja rodzina będziemy wtedy zdrowi i tylko na tym naprawdę mi zależy), nie mam czasu do zmarnowania.

Czterdziestka, której tak bardzo się bałam, to był niesamowity dzień, który rozpoczął nową erę mojego życia i nie tylko przez to, że już teraz jest czwórka z przodu, ale ten magiczny moment, jak za dotknięciem magicznej różdżki poukładał mi wszystko w głowie.

To niesamowite, jak narodzenie się na nowo! Cały dzień miałam poczucie mega mocy, która wciąż trwa. Nigdy w życiu nie dostałam tylu kwiatów, życzeń i prezentów, no i oczywiście po raz pierwszy dostałam kwiaty przyniesione przez kuriera. Muszę przyznać, że to bardzo miłe uczucie, kiedy otwiera się drzwi, a w nich stoi uśmiechnięty, zupełnie obcy pan z bukietem kwiatów, łamiąc sobie język z jeszcze większym uśmiechem pyta czy to Justyna Piechowska-Jóźwiak (to podwójne nazwisko, dla nie wtajemniczonych mamy dzięki mojej Teściowej, która w ówczesnym czasie, chyba nie przewidziała, że Jej syn postanowi mieszkać poza Polską i że może ono okazać się prawdziwym łamaczem ludzkich języków – dosłownie) i wręcza mi przepiękny bukiet z bilecikiem. Pomyślałam sobie, że całe szczęście, że ani mój Brat, ani moja Mama nie wpadli na pomysł, aby ów doręczyciel musiał ten życzenia przeczytać, wtedy to wymówienie imienia i nazwiska, byłoby po prostu bułką z masłem, z życzeniami od naszych angielskich dubajskich przyjaciół miałby szansę poradzić sobie nieco lepiej.

Najpiękniejsze kwiaty na świecie

Nigdy, przenigdy nie myślałam, że moje 40 urodziny będą tak cudowne i piękne dzięki ludziom, którzy przez tych 40 lat są i byli w moim życiu.

Największe zaskoczenie to prezent, który dotarł do mnie 26 maja. Tutaj nie ma takiej standardowej poczty, jaką znamy w Europie, listonosz nie przynosi codziennie listów, zamiast skrzynek pocztowych są skrytki pocztowe, ale to też nie jest oczywista sprawa. Do czego dążę, my prywatnej skrytki pocztowej nie mamy, a więc wysłanie do nas czegoś pocztą może oznaczać, że jeżeli nadawca nie napisał naszego numeru telefonu na kopercie, to przesyłka do nas może tygodniami leżeć sobie samotnie na poczcie. Moja wieloletnie przyjaciółka udowodniła mi, że jak się chce to można wszystko!

26 maja Bartek zadzwonił i powiedział, że ma dla mnie przesyłkę, że coś przyszło dla mnie na Jego szpitalną skrytkę pocztową. Pomyślałam sobie, że mnie nieźle wkręca, a nawet pomyślałam, że może to On mi coś zamówił (sama nie wiem co) i przyszło z opóźnieniem, chcąc wymusić na nim przyznanie się do winy, poprosiłam, żeby przesyłkę otworzył i zobaczył od kogo ona jest. Nie chciał, protestował, mówił, że zaraz będzie w domu, że przecież to jest przesyłka do mnie, a nie do Niego. Im bardziej on tłumaczył, tym mocniej ja naciskałam węsząc jakiś podstęp. Głupia ja jestem czasami, oj głupia (mimo swojego już całkiem zacnego doświadczenia życiowego). Wymusiłam otworzył i…

…stwierdził nie wiem od kogo podpisane jest Ewa i Marianka ?!!!!!!!!!

Zaniemówiłam, ja która raczej zawsze z mową daje sobie radę. Zdziwienie na mojej twarzy chyba nie znika do tej pory, nawet kiedy o tym myślę.

Ewa to moje przyjaciółka jeszcze ze szkoły podstawowej, znamy się już jakieś dobrych 30 lat!, a Marianka to oczywiście Jej córcia.

No cóż muszę przyznać, że byłam mocno zaskoczona! Ewa nic mi nie powiedziała, nie pisnęła nawet słowem, kiedy rozmawiałyśmy przez telefon, nie dopytywała czy coś przyszło, czy coś ciekawego dostałam i te wszystkie sztuczki, dzięki którym po 5 minutach wiesz czego się spodziewać. Nigdy nie zapytała mnie o adres, nigdy nie zapytała mnie o pocztę, nic, po prostu chciała być w tym dniu ze mną.

DZIĘKUJE!

Dostałam jedną z najpiękniejszych bransoletek na świecie! Na sznureczku maleńkie serduszko i wszystko jasne, nawet słów nie potrzeba. Jestem pewna, że sama nie wpadłabym na taki pomysł, jak znaleźć kogoś gdzieś na drugim krańcu świata, ale okazuje się, że można wszystko trzeba tylko chcieć!

Nasza przyjaźń przeszła swoje wzloty i upadki, miłość i zdecydowane ochłodzenie kontaktów. Nie rozmawiałyśmy ze sobą przez kilka ładnych lat (przyczyna nie ma większego znaczenia, myślę, że i tak każda z nas widziałaby to inaczej, a najważniejsze, że każda z nas wyciągnęła z tego lekcję dla siebie), nie byłyśmy na swoich ślubach, nie znamy swoich znajomych, nie rozmawiamy ze sobą codziennie. Żyjemy na dwóch krańcach świata, życie czasem jest dla nas łatwiejsze, czasem ma więcej przeszkód. Niemniej kiedy zaczniemy ze sobą rozmawiać to jest trochę tak jakbyśmy znowu były w podstawówce, nie możemy skończyć (ba wydaje mi się, że nawet problemy mamy wciąż te same tylko trochę nam przybyło lat).

Nie ma idealnych przyjaźni i nasza też idealna nie jest, ale są ludzie, którzy ciągle nam pokazują, że mimo wszystko, mimo różnic i odległości jesteśmy w ich sercach i jesteśmy dla nich ważni. Raz jeszcze Dziękuję!!!!

Niesamowite jest to, że myślałam, że nie będę miała imprezy urodzinowej, no bo nowi znajomi, bo Ramadan, kiedy przecież nie można urządzać głośnych imprez, a jak 40-ka może być cicha!? Tu też się pomyliłam, okazało się, że miałam super urodziny, z ludźmi, którzy pojawili się w moim życiu chwilę temu, no poza Goldbergami, z którymi ta chwila ciągnie się nam jeszcze od czasu Londynu.

Weszłam w ten pełni dorosły wiek z wielkimi honorami, otoczona rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, dwoma kotami i psem 🙂

Bardzo się cieszę z tego wszystkiego co doprowadziło mnie do tego miejsca i już przebieram nogami na samą myśl o tym co mnie czeka! Jest dobrze, będzie lepiej!

W końcu życie zaczyna się po 40-sce!

Leave a Reply