weekend…

Postanowiłam, że nie napiszę kolejnej rozprawy o tym co wydarzyło się w Polsce, już wiele osób zrobiło to za mnie, jedyne co powiem to, że nie zgadzam się na zło w żadnej postaci! i więcej komentować nie będę.

U nas zima w pełni, naprawdę jest chłodno, w niedziele wieczorem wyciągnęłam nawet cienką kurteczkę, po tym jak w ciągu dnia byłam u Kai na dniu sportu, gdzie niby słoneczko świeciło, ale wiatr był tak zimny, że i słońce nie dawało mu rady.

Czasami zastanawiam się co kieruje naszym życiem, dlaczego nagle (w mniej lub bardziej planowany sposób) znajdujemy się w jakimś miejscu na świecie, spotykamy ludzi, jesteśmy zaangażowani w jakieś sytuacje. Tak wiem, bo sporo się naczytałam i bardzo w to wierzę, że nic nie dzieje się przez przypadek i wszystko ma nas lub ludzi wokół nas czegoś nauczyć.

Oczywiście spędzam godziny na rozmyślaniu dlaczego Emiraty? Wiadomo, można mieć kilka oczywistych odpowiedzi, jak styl życia, kariera Bartka, poznanie innej kultury (tu pragnę podkreślić, że najmniej poznaję kulturę, czy właściwie obyczaje arabskie/emirackie), poznanie ludzi, szkoła dzieci chociaż będę jak lwica broniła tej szkoły co w UK, bo mimo, że nie wyglądała ona na tzw.”pełnym wypasie” to jednak wszystko to czego brytyjska szkoła uczy, poza aspektem akademickim jest naprawdę nieocenioną zdobyczą – teraz to widzę. Właściwie o tym mogłabym napisać oddzielny post, bo już słyszę głosy jak to??? przecież dzieci w UK nic nie umieją, ledwo piszą i czytają – nie do końca jest to prawdą. Naprawdę wszystko zależy od tego gdzie się mieszka, ale spokojnie poświęcę temu czas.

Jak ja sobie przypomnę moją szkołę, to nawet nie próbuje tłumaczyć moim dzieciom jakie mają szczęście, że urodziły się 30 lat później. Zresztą szczerze mówiąc postanowiłam, że o moim dzieciństwie na przełomie komunizmu i demokracji nie ma co za dużo truć, bo ono było tak surrealistyczne, że nawet moi znajomi, młodsi o lat 6 nie są w stanie tego zakumać i potakując głową z niedowierzaniem patrzą na mnie jak na dinozaura, co to zabłąkał się w teraźniejszość.

Tu jest jedyne miejsce, gdzie mogę dać upust swoim emocjom. Na szczęście Ci co czytają nie komentują więc…Wracając do szkoły dzieci, to przede wszystkim jest miejsce do którego moje dzieciaki lubią chodzić (dla mnie to był koszmar). Tak na serio i na maksa, bez żadnego zmuszania, wstają o 6:15, żeby być w szkole na 7:30. I wcale o 6:15 zimą w Emiratach nie jest widno, baaaa ostatnio nawet słońce postanawia zacząć świecić w okolicach 9 rano, do tego wiatr wieje tak, że mini burze piaskowe, czy zawieje kurzowe to zimowa codzienność Abu Dhabi, rano człowiek ma ochotę tylko głębiej zakopać się w kołdrę, a mimo to Kaja w piątek czyli emiracką sobotę, pyta dlaczego nie idzie do szkoły, tylko musi zostać w domu?!!!!!

I właśnie w tej szkole dzieciaki dostają mnóstwo możliwości rozwoju swoich zainteresowań, które nie zawsze są zainteresowaniami czysto akademickimi. Ilość klubów jakie są dostępne przyprawia o zawrót głowy i zawsze kiedy trzeba wybrać zajęcia na kolejny semestr w domu jest dyskusja dlaczego tylko tyle można, bo przecież oni chcieliby więcej, no cóż tym dzieciakom przydałaby się dłuższa doba, albo dłuższy tydzień, żeby zrobić wszystko co chcą. Wybór jest ogromny, od klubu lego, czy ukulele, poprzez klub dyskusyjny, do programowania i kodowania.(jest i gotowanie i robienie biżuterii i majsterkowanie, kickboxing, pływanie, rugby, football ………..)

Do tego biorą udział w różnych ciekawych projektach. Jasiek zdążył już zaliczyć MUN (Model United Nations), który pozwala poczuć się młodzieży jak politycy, w trakcie obrad Narodów Zjednoczonych. Ciekawym jest to, że dzieci muszą reprezentować różne kraje, chociażby po to, żeby lepiej zrozumieć ich wartości, historię itd. Janek był jednym z najmłodszych uczestników i musiał przebić się w grupie starszych i bardziej doświadczonych. Sam mówi, że to był najlepszy czas.

W miniony weekend w Abu Dhabi były mistrzostwa w Golfa, o którym my wszyscy w domu wiemy tyle co nic, no może tylko tyle, że w UK jest to teraz bardzo popularny sport, któremu z uwielbieniem wszyscy się oddają. Ja nigdy na polu golfowym nie byłam także nic na ten temat nie wiem. Moim ulubionym polem golfowym był Knole Park. My jeździliśmy tam do parku, “wybiegać dzieci”,jak wielu innych rodziców, nieco bardziej niezależni szczęśliwcy przyjeżdżali tam na golfa, także absolutnie dało się te dwa miejsca ze sobą pogodzić, wisienką na torcie były spacerujące jelenie, czyli wszystko można.

Wracając do Jasia, dzięki szkole, miał On możliwość wziąć udział w całym wydarzeniu. Na polu golfowym musiał już być o 6:30 rano, hmmmmm mało to zabawne, bo przecież któreś z rodziców musiało go tam dostarczyć, jakoś dziwnym trafem wypadało na Bartka.

Nie mniej Jaśkowi wcale nie przeszkadzał upał, ani to, że musi być cicho i się nie ruszać, a najlepiej to i nie oddychać, w momencie kiedy zawodnicy mają uderzyć w piłkę, to, że musi przejść w ciągu dnia jakieś 18 km było dla niego bułką z masłem, chociaż po pierwszym dniu nóg nie czuł. Wracał do domu wieczorem zmęczony i SZCZĘŚLIWY. Od Jaśka dowiedziałam się jak w golfie liczy się punkty, kto jest teraz najlepszym zawodnikiem na świecie itd. Powiedział, że w golfa raczej grał nie będzie, ale jeżeli za rok też tu będziemy i będzie mógł znowu w tych zawodach pomagać to On już chce.

I po to tu jestem, po to żeby moje dzieci poznawały i doświadczały świata, o którym ja mając 12 lat istnieniu nawet nie wiedziałam.

i

2 thoughts on “weekend…

  1. Wiesz, że będąc tu sporo dłużej niż Wy, wciąż ten aspekt stawiam na pierwszym miejscu? Bo pieniądze można zarobić wszędzie, a potem można je wydać na rzeczy mniej lub bardziej potrzebne. Ale to, czego doświadczają tu nasze dzieci nie da się wycenić. Tego nikt im nie zabierze.

    1. Wiem. To miejsce daje im tyle możliwości jakich nigdzie indziej nie ma. Myślę, że mają sporo szczęścia mogąc dorastać w takim miejscu

Leave a Reply