Dzień Matki…

26 maja 2018 roku, dziś mija 7 miesięcy naszej przygody w ZEA, dziś też w Polsce obchodzimy Dzień Matki, od samego rana pamiętałam, żeby zadzwonić do Mamy i złożyć Jej życzenia, moje dzieci już mają składanie życzeni mi za sobą, gdyż tu dzień Matki był w marcu.Czasami zwykły z pozoru dzień w którym wszystko dzieje się jak codzień kryje w sobie największą niespodziankę.

Z Bartkiem znam się już 14 lat! Od pierwszego dnia wiedziałam, że ma byłą żonę i córkę, czy mi to przeszkadzało? Na samym początku nie, nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia, chociaż muszę przyznać, że trochę się bałam pierwszego spotkania z Mają.

Moje doświadczenia z dziećmi był zerowe, jedyny dzieciak jaki w tamtym czasie CO się wokół mnie kręcił to był mój o 8 lat młodszy brat i umówmy się już dawno w owym czasie z pieluch wyrósł !!!!!!

Maje spotkałam jak miała nieco ponad 3 latka, była mniej więcej w wieku mojej Kajusi! Umówiliśmy się z Bartkiem, że przyjadę do niego i zrobimy wspólny obiad (w tym czasie Bartek na stałe mieszkał w Szwajcarii, ale co miesiąc przyjeżdżał na przedłużony weekend, żeby spędzić czas z Mają). Przyjechałam, w drzwiach stał mój przyszły mąż, jak zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha, powiedział szeptem, że Maja śpi…nie wiedziałam nawet, że dzieciaki mają drzemki popołudniowe, swoją drogą szkoda, że Kajka nie poszła w ślady starszej siostry!

Pamiętam jak uchylił drzwi do pokoju, żeby mi ją pokazać, hmmm ta lalka z zamykanymi oczami, wydawała mi się całkiem duża, miałam nadzieję, że nie obudzi się do późnego wieczora, bo o czym z takim dzieckiem się rozmawia? jak się rozmawia? czy się rozmawia? – te wszystkie i miliard innych równie inteligentnych myśli przebiegało mi przez głowę.

Maja już po 1/2 godzinie wstała, zawstydzona mną bardzo wtulała się w tatę, bo tam bezpiecznie. Tata dość szybko przerwał wstyd dziecka i moją niewiedzę o tym co i jak z dziećmi się robi przyniósł szczotkę do włosów i dwie gumki i zarządził kucyki na głowie, które miałam wykonać ja. O mój Boże, ręce  mi się trzęsły niczym na maturze, kucyki?, jakie kucyki?, matko jak to się tym wszystkim lalkom robiło?… I tak w listopadzie 14 lat temu w moim życiu pojawił się mężczyzna i jego dziecko.

Nie zawsze było łatwo, o nie i nie zawsze chodziło tylko o zrobienie kucyków, czy nawet bardziej wysublimowanego warkocza francuskiego! Nie od razu wiedziałam jak to będzie i nie wiedziałam co to zmieni w moim życiu. Z odsieczą przyszedł mój dziadek (im jestem starsza tym coraz bardziej mi Go brakuje) sam wychowywał się bez mamy, miał macochę o której zawsze, mimo wielu jej wad mówił MAMUSIA. Kiedyś na spacerze, gdy powiedziałam Mu, że trochę mi z tym ciężko, że Bartek ma córkę powiedział mi: “Justynek (zawsze tak mówił do mnie – nikt do mnie nigdy więcej tak nie mówił) nie jesteś już małą dziewczynką. Maja jest córką Bartka i będąc z nim musisz Mu pomóc, żeby zawsze mogli być razem.”

Nie do końca mi się wówczas ta dziadkowa mądrość spodobała, myślałam sobie, że przecież ja chcę go mieć tylko dla siebie, ale wiedziałam też, że jeżeli chcę być razem z nim to nie jest to możliwe.

Od tej chwili wszystkie wyjazdy romantyczno – wakacyjne były w towarzystwie lekko szczerbatej pięciolatki, Zakopane, Szwajcaria, Włochy (w których kiedy Maja oglądała bajkę, a my siedzieliśmy na balkonie wąchając wieczorne powietrze, mój mąż powiedział, że chciałby resztę życia tak właśnie ze mną spędzić – formalnie pytanie z pierścionkiem podarowanym na parkingu warszawskiej Galerii Mokotów powtórzył kilka miesięcy później) zawsze wszędzie jeździliśmy razem.

Nie zawsze było jasno i kolorowo, a ja nie zawsze cieszyłam się i skakałam z radości mówiąc jak to wspaniale, że jest Maja – nawet nie zamierzam udawać! Zawsze jednak pamiętałam co powiedział mi dziadek, daję słowo znajomi wokół, którzy ciągle wypytywali ze współczuciem na twarzy o to jak to jest mieć męża z dzieckiem z pierwszego małżeństwa, też nie pomagali! Najgorsze było usłyszeć “podziwiam Cię, że dajesz radę!” matko czułam się wtedy jakbym conajmniej musiała wóz z trędowatym ciągnąć!!!!!

Była żona też starała się, żeby życie nie było za łatwe no bo i po co (chociaż z perspektywy czasu nie dziwię jej się wcale, a nawet Ją rozumiem, też trafiałaby mnie jasna cholera, że mojemu byłemu się życie układa! jestem pewna, że każda baba ma to samo!).

Nikt jednak nie przewidział jednego MIŁOŚĆ to jest odpowiedź na wszystko! Po pierwsze miłość Bartka do mnie, miłość Bartka do Mai i pomału rozwiająca się miłość między mną a Mają, która mając 4 latka nazywała mnie Lustysią (nigdy, przenigdy nie wpadłam na pomysł, aby Maja mówiła do mnie ciociu, czy nie daj Boże mamo).

Dziś w Dzień Matki 14 lat później rano idąc do tzw. spożywczaka, dostałam najpiękniejszą wiadomość na świecie :”Wszystkiego najlepszego Justysia z okazji dnia mamy:)) wiem ze moze nie jestesmy tak biologicznir rodzina ale nie wyobrazam sobie zycia bez Ciebie:) zawsze mnie wspierasz i pomagasz i bardzo Ci za to dziekuje❤️“.

Pozostawię to bez komentarza, bo mi łzy same poleciały. Cały czas miałam poczucie, że moje życie jest w sumie takie płytkie, jestem przecież tylko mamą trójki dzieci, no cóż to nieprawda. Jestem biologiczną mamą 3 dzieci, niemniej bardzo kocham 4 dzieci, które razem z moim mężem są dla mniej najważniejsi na świecie.

Życie Moje dziękuje Ci za takie cudowne chwile, jestem wdzięczna za każdy moment ten najbardziej i najmniej doskonały.

Chce się krzyczeć na całe gardło CHWILO TRWAJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Leave a Reply