dosłownie i w przenośni…

jestem w RAJU!!!!!! Piątkowy (sobotni) wieczór  po wieczornej kąpieli w morzu, siedzimy z chłopakami na naszej wielkiej kanapie i oglądamy Minionki 3 (ja trochę oszukuję bo robię wpis) Kaja śpi w swoim nowym księżniczkowym pokoju, na Stasiu śpi nasz kocur Jerry, Jaś siedzi na stole, tak wiem na stole się je, ale jeszcze nie mamy krzeseł więc stół jest bardzo ok. Jest idealnie!!!! Jedyne o czym marzę i czego sobie teraz życzę to ZDROWIE, dla mnie i dla mojej rodziny, żebyśmy mogli się z takiego czasu cieszyć bez żadnych przeszkód.

Mamy czas, to dla nas zdecydowanie nowa jakość życia, ja chyba jeszcze nie umiem w pełni z niej korzystać, bo ciągle mi się wydaje, że wszystko muszę szybko zrobić, bo przecież nie wiadomo, kiedy Bartek znowu będzie w domu, bo przecież trzeba ze wszystkim zdążyć, bo przecież dzieci muszą chodzić do najlepszej szkoły, a po najlepszej szkole muszą mieć najlepsze z możliwych zajęcia z nurkowania, pływania, karate, języków obcych, kaligrafii japońskiej itp.

Tu tymczasem jest inaczej, tu się żyje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Bez pośpiechu bo jutro też jest dzień i przecież wcześniej czy później i tak wszystko przyjdzie!!!!

I przychodzi. Każdego dnia odkrywam, że ten pośpiech jest zupełnie bez znaczenia, że te wszystkie nerwy moje, że z czymś nie zdążę są po prostu głupie. Wszystko co ma się nam wydarzyć w życiu się po prostu wydarzy!!!!!

Pamiętam jak 19 lat temu siedziałam w samolocie powrotnym z Nowego Jorku, po tym jak zobczyłam USA po raz pierwszy, kiedy wracałam do Polski, po kilku miesiącach pracy za wielką wodą, z głową pełną wspomnień. Lecieliśmy wieczorem, swoją drogą Kasia pamiętasz? jak my wracałyśmy, metrem przez Bronx, zamiast wziąć taksówkę, to był piękny czas!!! W każdym razie, samolot tuż po starcie przeleciał nad Manhattanem, z góry to wygląda po prostu magicznie. Najgorsze było uczucie, które mi wtedy towarzyszyło, że nie ma już o czym marzyć. Moje największe marzenie życia właśnie wtedy się spełniło, zobaczyłam mój ukochany New York, do dziś go uwielbiam całym sercem i biorę ze wszystkimi plusami i minusami. To uczucie pustki.

Dziś wiem, że marzenia to potęga i serio całe moje życie to ni mniej ni więcej jak dowód tej siły. Nowy Jork od tamtej pory widziałam jeszcze kilka razy i za każdym razem z tym samym zapartym tchem patrzę w stronę Manhattanu.

Wydarzyło się jednak o wiele więcej mam cudowną rodzinę, jasne, że mamy swoje problemy, kłócimy się, śmiejemy, płaczemy, jesteśmy normalni. Mieszkam w ciepłym kraju, nie marznę (!), i to co najważniejsze MAMY CZAS.

W czwartek odebraliśmy Bartka z pracy, w przeciwieństwie do mojego męża ja staram się omijać szpitale z daleka, ale dla Niego, to całe życie. Oczywiście postanowił pokazać nam swoje biuro, muszę przyznać, że nie tylko moje marzenia się spełniają. To zdecydowanie najlepszy szpital w jakim kiedykolwiek byłam.

Wychodząc z tamtąd zaczęliśmy rozmawiać o planach na przyszłość Stasiek zastanawiał się czy bardziej chce być neurochirugiem, czy kardiochirurgiem, czy może ortopedą, a może będzie weterynarzem.

Jasiek spojrzał na nas i powiedział: HMMM mam nadzieje, że to też będzie dobre, ale chciałbym być pilotem w Etihad.

Bartek na to : Jasiu to super, ale możesz też pracować na dole, robić wielkie projekty, nie musisz latać.

Janek spojrzał na Niego, podniósł rękę do góry i powiedział : Ale ja chce być tam!!!!!!!

Argument był absolutnie nie do dyskusji. Dla nas to był bardzo wzruszający moment, chyba po prostu rośnie nam pilot w rodzinie.

Tak myślę, że jeżeli to jest życiowe marzenie Jasia to na pewno mu się spełni, są ku temu najlepsze warunki obecnie mieszkamy przy lotnisku Abu Dhabi.

Daje Wam słowo marzenia się spełniają!!!!!!!!!! Musimy o tym pamiętać, ja nigdy bym nie przypuszczała, że będę mieszkała w domu tuż przy plaży, że moje dzieci będą zaczynały dzień od kąpieli w morzu i tak samo będą go kończyły, ale przecież zawsze chciałam żyć w ciepłym kraju, więc bardzo proszę, oto los mi dał…i co?  I jestem bardzo, bardzo wdzięczna!!!

Filozoficzny mi się trochę ten wpis zrobił, ale chciałam się z Wami podzielić moim odkryciem jaką siłę mają marzenia, nie wolno nam z nich rezygnować. I co najciekawsze wszystko przychodzi do nas w najlepszym czasie. Nie wiem czy rok, czy dwa lata temu umiałabym to wszystko tak docenić, chyba nie. Znając mnie skupiałabym się w tamtym czasie na nieistotnych detalach. Zdecydowanie teraz jest najlepszy czas na spełnianie marzeń, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że wiem, że to jeszcze nie koniec!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jutro wszyscy mamy wolne, może warto wykorzystać na maksa taki dzień i wyciśnąć z niego wszystko, jeżeli ma to być leństwo niech będzie, najlepiej takie na maksa, jeżeli musimy załatwić zaległości z całego tygodnia, to przecież najlepszy czas, jeżeli musimy iść do pracy, to przecież wieczorem będziemy w domu!!! Cokolwiek na nas jutro nie czeka, patrzmy na to z otwartym sercem.

 

2 thoughts on “dosłownie i w przenośni…

  1. Justyna, przeczytałam w odpowiednim momencie. Dzięki za ten wpis. Życzę Wam wszystkiego dobrego. Dzięki za inspitację

Leave a Reply