pierwszy dzień…

w AbuDhabi mam za sobą i jak to mawiają “so far so good”, czyli nie jednym słowem póki co nie jest źle.

Powiedziałabym nawet, że jest całkiem dobrze.

Wylądowaliśmy wczoraj wieczorem, lot nie był bardzo długi nieco ponad 6 godzin, ale mimo wszystko ja byłam padnięta. Myślę, że to głównie dlatego, że po prostu ten ostatni czas to był istny rollercoaster wszystkiego, a szczególnie emocji, więc momentami zmęczenie sięgało Zenitu.

Na lotnisku czekał na nas agent, który magicznym wózkiem przewiózł nas po nim, także nie musieliśmy nigdzie iść, co mówiąc szczerze może i by nam się przydało, ale skoro lecieliśmy w absolutnym luksusie to i obsługa naziemna nie mogła być gorsza.

Cała odprawa trwała może 5 minut. Później wygodnie usiedliśmy sobie w lounge lini lotniczych i poczekaliśmy, aż Pan odnalazł nasze bagaże i nam je przytaskał. Co najlepsze nie pomylił bagażu, także wzbudziło to we mnie absolutny podziw.

Oczywiście, żeby nie było za różowo, zawsze są dzieci na które można liczyć. I tym razem nie zawiodła mnie Kaja. Oczywiście zasnęła kamiennym snem na 45 minut przed lądowanie. Każda matka wie co to oznacza, tak dokładnie płacz.  Na szczęście w samolocie ten udało się w miarę szybko opanować, bo powiedziałam jej, że za chwilę będzie tata. Ale ponieważ ta chwila w wyobrażeniu Kai stała się wiecznością, to postanowiła zrobić prawdziwy dramat w lounge business class etihad.

Sama nazwa już brzmi na tyle poważnie, że wiadomo, iż w takim miejscu załamania nerwowe nie są wskazana, a wszelkie płacze to raczej płacze duszy, a nie ryk dziecka. Do tego wszystkiego, żeby nie było za nudno i aby dramaturgia była na samym szczycie, zostałam przez Kaję zasikana.

Obie byłyśmy tym faktem równie zdziwione, zastanawiałam się czy jak dostanę napadu szału, to będziemy wyglądały jeszcze bardziej atrakcyjnie?

Opanowałam emocje i na szczęście zjawił się nasz agent z walizkami.

Kiedy Kaja zobaczyła Bartka dramat znikł zupełnie jak za dotknięciem magicznej różdżki.

Wyszliśmy z lotniska i przywitało nas miłe ciepło. Lato w październiku, a właściwie już w listopadzie, acha tu właśnie tak jest.

Do tego pięknie pachnie, nie umiem tego opisać, chodzi mi o zapach powietrza, jest absolutnie niesamowity. Oczywiście przypomina mi zapach Ameryki, no ale to już moje takie życiowe zboczenie, zawsze jak coś jest fajne, to albo pachnie albo wygląda jak USA, a skoro tak jest to oczywiście musi mi się tu podobać i póki co pierwszy dzień zaliczam do bardzo udanych.

Zdążyliśmy zaliczyć już piknik rodzinny z Bartka pracy, nie pamiętam kiedy mieliśmy taki dzień razem, chyba z pięć lat temu Kings College w Londynie organizował coś podobnego i wtedy akurat Bartek miał wolne.

To był mega dzien. Jacy są arabowie, póki co bardzo normalni, dziś widziałam jak kobieta ubrana w Abaye karmiła dziecko piersią. Tylko na spokojnie nie wyobrażajcie sobie, że ona tą abaye podnosiła, zadzierała do góry, czy nie daj bóg wpychała pod nią dzieciaka, to była abaya dla matek karmiących. Miała odpowiednie zaszewki, i nacięcia, które pozwalały jej karmić dziecko, większość mam karmiących, które miało nocne koszule do karmienia będzie wiedziało co mam na myśli. Reszta zanim padnie ze śmiechu, niech spokojnie wygoogluje sobie takie ubranie, można? można. A co najważniejsze nie budziło to w nikim żadnego zażenowania czy dyskomfortu, bo przecież wiadomo, że jak jest mama i ma malutkie dziecko to są spore szanse, że będzie  je karmiła piersią.

Jesteśmy już w domu i jest bardzo miły spokojny wieczór. Chłopcy zaliczyli basen, Kaja bawi się i ogląda bajki, jesteśmy blisko stadionu i słychać odgłosy meczu, ot zwykły piątek, który tu jest sobotą…

Dobranoc!

4 thoughts on “pierwszy dzień…

      1. Turystycznie – akurat na święta Bożego Narodzenia 😉 W zeszłym roku zakochałam się w Dubaju, w tym roku przyszedł czas na Abu Dhabi 🙂

Leave a Reply