obserwacje…

Trochę to nie w porządku, że w wakacje czas dostaje skrzydeł i zaczyna uciekać. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Londynu myślałam sobie: “o Matko z córką 6 tygodni z dziećmi non stop, chyba nie wyrobię”

I szczerze Wam powiem, nie zawsze było łatwo i nie raz nie dwa dostawałam szału, a mój głos zamieniał się w lwi wrzask, donośny tak, że pewnie sąsiedzi również słyszeli co mam do powiedzenia moim dzieciom i co o tym wszystkim myślę, a jak się domyślacie nie zawsze myślałam dobrze…

Były też momenty “spuszczenia ze smyczy”, tak jest, że kiedy jestem u rodziców to zazwyczaj do mnie należy zabawianie dzieci w ciągu dnia, a rodzice przejmują pałeczkę popołudniami i wieczorami, kiedy tylko się dało wychodziłam, gdziekolwiek.

Czasem, żeby spotkać znajomych, chociaż mówiąc szczerze tych już w Polsce coraz mniej, ale zawsze mogę liczyć na garstkę przyjaciół. Bardzo rzadko używam tego słowa, nauczyła mnie tego moja przyjaciółka, taki właśnie paradoks, kiedyś wydawało mi się, że nic nie jest w stanie naszej przyjaźni zaburzyć, a chwile potem okazało się, że wystarczyło bardzo nie wiele, żeby ta postanowiła zniknąć z mojego życia. Od tamtej chwili jestem bardzo ostrożna. Niemniej wiem, że mam kilkoro ludzi na zawsze i że to są moi przyjaciele! Dziękuje Wam bardzo, że znaleźliście czas i chęci na spotkanie.

Zdarzało mi się też wyjść z domu po nic, przejść się po mieście i popatrzeć na ludzi, muszę Wam powiedzieć, że na codzień nie widać, że kraj jest opętany przez zmiany, które nie wydają się prowadzić do niczego dobrego. W galeriach handlowych “poważni” biznesmeni prowadzą swoje dyskusje nad nową strategią dla marki x lub y.

W metrze jak zawsze jest  szukanie  konfrontacji, sama widziałam, jak z niczego wynikła awantura, bo jednemu nie spodobało się, że drugi przewozi rower, mimo, że metro puste i że mu wolno….

W taksówkach wróciły stare czasy, kierowca zawsze wybada lekko grunt czy może ponarzekać na władzę, kiedy okazuje się, że może to zaczyna dawać upust swojemu niezadowoleniu, kiedy natomiast zaczyna wychwalać, ja zazwyczaj siedzę cicho, przyglądając się mojemu miastu nocą. Są też taksówkarze, którzy zadziwiają, bo ich historie życie nadają się na książki i czasami, to aż dziw i lekki strach bierze, kiedy się pomyśli, że ktoś miał tak fascynujące przygody, a teraz jeździ taksówką…

Mimo wszystkiego co złe, nadal jesteśmy atrakcyjnym miejscem, przynajmniej dla tych co jest im trudniej niż nam. Uberami, zazwyczaj jeżdżą emigranci z Ukrainy, u których jest jeszcze gorzej, więc Ci po prostu cieszą się, że mogą pracować, nie narzekają na nic. Na pilatesie moją instruktorką była Oksana z Ukrainy i muszę powiedzieć, że to najlepszy trener jakiego kiedykolwiek w życiu miałam. Swoją drogą jeżeli chcielibyście spróbować pilates reformer to w Warszawie jest takie miejsce  corestudio. Paradoksalnie przypominają oni nas Polaków, kiedy to zaczynamy życie za granicami naszego kraju. Obawiam się tylko, że wkrótce może ich czekać podobny los jak nas w Anglii, nagle się okaże, że zabierają nam prace, co oczywiście będzie bzdurą, ale jak nie ma na kogo zwalić to zawsze dobrze jest mieć jakiegoś kozła ofiarnego.

W Warszawie pełno jest nowych miejsc, gdzie można zjeść absolutnie wszystko, jesteśmy zagłębiem raju dla wegan i wegetarian, specjalnie im dedykowanych knajpek, barów, restauracji, jest całe mnóstwo, a każda “normalna” restauracja ma w swoim menu coś dla wielbicieli bezmięsnych potraw. Spokojnie można być też bezglutenowcem, bo tych opcji jest całkiem sporo i spokojnie każdy alergik może żywić się na mieście.

W Warszawie jest też magicznie modowo, cała Mokotowska, poza oczywiście lansem ma polskich projektantów, a tam można wybrać cuda i cudeńka.

Tak bardzo bym chciała, żeby to poczucie, że wszystko się rozwija pozostało, chociaż kiedy słucham wiadomości zaczynam mieć obawy.

O moich wakacjach jeszcze Wam opowiem, ze szczegółami tudzież zdjęciami…

Spokojnego Dnia, u mnie już wszyscy wstali, więc wracam do swojej lwiej roli…..

 

Leave a Reply