mój nauczyciel…

Człowiek całe życie się uczy i często głupi umiera – to chyba znane nam wszystkim “ludowe przysłowie”.

Ja uczę się cały czas nowych rzeczy, codziennie wydarza się coś co zmienia moje dotychczasowe podejście do życia. Wczoraj miałam niezwykłego nauczyciela – mojego syna Jasia.

W weekend dołączy do grona nastolatków, skończy jedenaście lat, tak na marginesie, pewnie nie zabrzmię oryginalnie, kiedy powiem, że nie wiem jakim cudem z małego pajączka, obok mnie staje młody mężczyzna.

Od dzieci możemy nauczyć się bardzo dużo, żyjemy w czasach, kiedy wszelkie nowinki technologiczne zazwyczaj dla nas są wyzwaniem, a dla coraz to młodszych dzieci, bo czasem mam wrażenie, że Kaja (2 lata 7 miesięcy) łapie szybciej najnowsze aplikacje na telefonie niż ja. W sumie to żadna nowość, myślę, że takimi samymi nauczycielami, parę lat temu my byliśmy dla naszych rodziców.

Tym razem Jaś nauczył mnie pokory i wybaczania. Serio!!!!

Od początku, żeby było łatwiej zrozumieć 🙂 na Wyspie jesteśmy od prawie 8 lat. Przez cały ten czas nie przydarzyło nam się nic nie przyjemnego. Oczywiście prawdziwi tubylcy bywają różni, jak wszędzie, ale my chyba mieliśmy sporo szczęścia, bo zawsze trafialiśmy na tą milszą część.

Nasze dzieci zawsze staraliśmy się wychowywać w poszanowaniu otaczającej ich kultury, ale też nigdy nie pozwoliliśmy im zapomnieć skąd są. W domu mówimy po polsku, czytamy polskie książki, mamy wykupioną polską telewizję, ku zdziwieniu wielu znajomych, każdą wolną chwilę spędzamy w Polsce, pewnie gdyby nie fakt cen biletów lotniczych bylibyśmy już dawno właścicielami ziemskim :)))), ale to jakby nigdy nie było naszą bajką.

Dzieciaki, mimo, że w domu otoczone polskością w wydaniu 200%, to jednak większość swojej codzienność spędzają w naturalnym środowisku tego miejsca, czyli angielskim. Kiedy rozmawiają z kolegami, są nie odróżnialni. Mają bardzo fajny akcent z naleciałościami Kent, utożsamiają się z miejscem, przeżywają wszelkie wydarzenia związane z Anglią, jak każdy mieszkaniec wyspy fascynują się rodziną królewską wiedzą ile lat ma królowa, myślę, że lepiej zorientowani są w plotkach królewskiego dworu niż ja, od nich dowiadywałam się o wielu angielskich świętach, chociażby 5-tym listopada, więc ich świadomość tutejszej kultury i tradycji jest bardzo duża.

To jednak nie przeszkodziło temu by Jasiek stał się ofiarą ataku rasistowskiego. Chociaż słowo ofiara, jest tu zupełnie nie na miejscu, raczej bohater, bo swoją postawą właśnie to udowodnił.

W szkole usłyszał od koleżanki różne nieprzyjemne epitety pod swoim adresem, najdelikatniejsze to “Ty Głupi Polaku”, “Dlaczego taki głupi Polak musi żyć”, “Jesteś z biednego kraju” itd…, cała afera o to, że Janek przez pomyłkę powiesił swoją kurtkę na kurtce koleżanki. Jej do wystarczyło by lawina agresji się obudziła, bo oczywiście nie omieszkała Go uderzyć, wrzeszczą “jak jesteś prawdziwym mężczyzną to wiesz jak mi oddać” – co na pewno świadczy, że dziecko w domu łatwo nie ma.

I tu mój syn zachował się jak na bohatera przystało, powiedział jej: “Po pierwsze nie wolno się tak do nikogo odzywać i NIKOGO w ten sposób obrażać, po drugie uspokój się i zacznij panować nad emocjami.” Następnie odwrócił się i odszedł.

Kiedy mi o tym opowiadał był bardzo spokojny, powiedział, że nigdy nie myślał, że kiedykolwiek w życiu spotka się z rasizmem(ja też nie myślałam), że to jest bardzo trudne uczucie, że człowiekowi robi się smutno, ale że nie chce w sobie tego pielęgnować!!!!

Wow pomyślałam, mój syn to nie tylko nastolatek, to już poważny i bardzo rozsądny młody mężczyzna.

Powiadomiliśmy o incydencie szkołę.

Jan musiał wyjaśnić całą sytuację dyrekcji szkoły, dostaliśmy email w tej sprawie, że zachował się bardzo dorośle, spokojnie wytłumaczył co się wydarzyło i o nic nie oskarżał koleżanki, powiedział, że było mu tylko przykro, zgodził się też w obecności dorosłych porozmawiać z koleżanką i wyjaśnić Jej czego robić nie powinna i jak bardzo takie zachowanie może skrzywdzić innych.

Miałam pisać tylko o pozytywach, bo teraz na każdą sytuację staram się tak patrzeć, ta jest szczególnie w nie bogata o ile tylko spojrzymy na nią tak Jan to zrobił.

Po pierwsze nie wdał się w dyskusje, spokojnie powiedział co myśli i odszedł, po drugie nie pielęgnuje w sobie uczucia smutku, po prostu odpuścił, po trzecie powiedział, że cieszy się, że mógł jej to wyjaśnić i że Ona przeprosiła i powiedziała, że nie zrobi tak więcej.

Mój syn ma w sobie bardzo dużo miłości, empatii i zrozumienia. Podziwiam Go jak dał sobie radę z tak trudną sytuacją, mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała wykorzystać lekcji jaką dostałam.

Myślę też, że gdybyśmy tylko byli bardziej uważni, mili dla siebie nawzajem to takich sytuacji by nie było. Nienawiść rodzi nienawiść. Nie wolno!!!! w sobie takiego uczucia pielęgnować, do niczego dobrego to nie prowadzi. Wiem, że łatwo powiedzieć trudno zrobić, wierzcie mi mam na swojej liście kilka osób, o których muszę się bardzo starać, żeby myśleć pozytywnie. Problem w tym, że pielęgnowanie w sobie zła niczego nie zmieni i będzie niszczyło tylko i wyłącznie mnie. Zrozumiałam to właśnie wczoraj. Zwyczajnie trzeba odpuścić!!!!!

Spokojnej nocy…..

6 thoughts on “mój nauczyciel…

  1. A tak przy okazji… Remik ostatnio ma jazdę na bizuterię, ciagle chce żeby mu kupować jakieś pierścionki, szlachetne kamienie itd. Aż się zaczęłam martwić, że chłopak ma jakieś materialistyczne jazdy. A tu on nagle pewnego dnia; “Ale i tak to wy jesteście moimi największymi klejnotami.” 🙂

Leave a Reply to justynapj Cancel reply