Oczekiwana zmiana szkół…

Trudno dziś nie wspomnieć o systemie szkolnictwa w UK, szczególnie, że wczoraj był WIELKI DZIEŃ, kiedy szóstoklasiści (11-sto latkowie) dowiedzieli się do jakiej szkoły średniej pójdą.

Nie bardzo orientuje się jak teraz jest w Polsce, bo reforma goni reformę, a że nie zapowiada się, żebyśmy mieli mieszkać w kraju nad Wisłą, przynajmniej jeszcze nie teraz, to też jakoś bardzo się na tym nie skupiam, ale pamiętam wielką dyskusję o sześciolatkach i ich gotowości szkolnej.

W UK edukacja jest banalna. Kiedy dziecko ma 4.5 roku nadaje się do tego by iść do szkoły i co i idzie!!! Nikt nie płacze i nie rozpacza, no może jedynie mamy uronią łezkę, bo trudno tego nie zrobić widząc po raz pierwszy swoje dziecko w dorosłym ubraniu jakim jest obowiązkowy w każdej szkole mundurek.

Muszę przyznać, że kiedy sama dowiedziałam się o tym, że moje dziecko zamiast iść do przedszkolnych starszaków idzie do szkolnej zerówki tzw. reception, byłam delikatnie mówiąc załamana. Baaaa miałam nawet prawidłowo nerwowe ruchy, którym zazwyczaj towarzyszy nadmierna gestykulacja, na samą myśl o tym co czeka mojego biednego syna usta wydymały się w grymas grozy i dezaprobaty dla takiego systemu, nie mówiąc o tym co działo się w głowie za nic nie mogłam ogarnąć jak można czynić takie nieszczęście takim małym istotom i ich biednym rodzicom.

No cóż nic bardziej mylnego. Maluchy są gotowe na wszystkie wyzwania, jakie przed nimi postawimy, ważne j żebyśmy i my dorośli byli na nie gotowi. Tak więc dzieci do szkoły nie noszą 10 kilogramowych tornistrów, bo szkoła zapewnia zajęcia sportowe, wiec ta dodatkowa siłownia nie jest potrzebna. Dzieci chodzą do szkoły w rejonie, a więc droga nie powinna do niej zając więcej niż 20 minut na piechotę.Cały budynek jest przystosowany na przyjęcie naszych pociech. Nauczyciele wiedzą co mają robić i jaki jest program. Jednym słowem naprawdę wszystko gra.

Oczywiście, żeby nie było, że do niczego nie można się przyczepić, to można, chociażby do tego, że dzieci w angielskiej szkole nie zmieniają butów. O matko z córką !!!!no nie nie zmieniają, łażą w tych samych cały dzień po dworzu i po szkole!!!! Skandal, trochę czasem też tak myśle, ale…

W każdym razie po szkole podstawowej, która razem z Reception czyli zerówką trwa siedem lat przychodzi czas na szkołę średnią.

Tu już nie jest tak prosto i łatwo, mówiłam, że zawsze jest miejsce na zbilansowane oburzenie. Szkoła średnia, jak wszędzie jest już poważnym wyborem. Dużo zależy od tego gdzie mieszkamy, bo nie każda okolica oferuje nam podobne możliwości.

Szkoły średnie jak wszędzie dzielą się na lepsze i na gorsze. Możemy jednak zadbać o to, żeby nasze dzieci poszły do tych najlepszych czyli tzw. grammar school. To szkoły przygotowujące do dalszej edukacji na uniwersytecie. Mają zazwyczaj wyższy poziom, a uczniom do osiągnięcia sukcesu nie wystarczy sam fakt, że do szkoły chodzą, muszą jeszcze się uczyć!!! Od razu odpieram uderzeniowe ataki gniewu, tak tak co poniektóre szkoły tzw. rejonowe też mają wysoki poziom i wspomniałam o tym wcześniej…

Jest jedno ale…przynajmniej w założeniu wszystkie dzieci, które idą do grammar schools są mega dobrymi uczniami, bo muszą do takiej szkoły zdać egzamin. Egzamin też mi coś powie nie jedna polska mama. To prawda dzieciaki w Polsce mają ich całkiem sporo. Niezwykłość tego egzaminu polega na tym, że dzieci zdają go na początku klasy 6, a programem obejmuje on całą szkołę podstawową plus często pierwszy rok szkoły średniej. Haaaa wiedziałam, że to Was zaskoczy?

Tak i już słyszę jak mówicie, ale jak to? A skąd dzieci niby mają to wszystko umieć??? A stąd moi kochani, że jak dziecko jest w YEAR4 (czyli 4 klasie) zaczynamy z korepetycjami. Ja o tym nie wiedziałam, ale każde dziecko, które chce lub ma jakiekolwiek zdolność, ma również zajęcia z Tutorem. Zadaniem takiej osoby jest w rok przerobić z dzieckiem cały program szkoły podstawowej, po to by w YEAR 5 robić zajęcia już ściśle pod kątem egzaminów.

To bardzo ważne dla wszystkich, którzy mieszkają w UK. Bez Tutora naprawdę trudno będzie dziecku zdać te egzaminy, nawet jeżeli jest najzdolniejszym uczniem. Po prostu są tam pewne mechanizmy, triki, które trzeba poznać, aby nie dać się im zaskoczyć.

Ważne jest też to, aby osoba, która to robi miała doświadczenie i wiedziała, jak się za t zabrać. Przygotujcie się też na to, że żadna angielska mama nie przyzna się do tego, że jej dziecko ma takie zajęcia, a wręcz będzie mówiła, że to bez sensu. Tu najlepszy źródłem informacji są mamy z Indii one lubią “przeginać” w drugą stronę, a ich dzieci często mają tutorów codziennie!!!!

Kiedy kończy się klasa 5 zazwyczaj tak od maja dzieci mogą zdawać tzw. MOCK exams, są to egzaminy próbne, które pokazują na jakim poziomie jest dziecko, co ewentualnie musi nadrobić i czy w ogóle może myśleć o wakacjach. Egzaminy te są oczywiście płatne i można ich zrobić tak dużo się tylko chce.

To bardzo dobry pomysł, żeby dziecko mogło zobaczyć o co chodzi. Jak to jest kiedy rozwiązuje się zadania nie siedząc w swojej klasie i nie będąc otoczonym znajomymi twarzami.

Co ważne każda gmina jeżeli ma takie szkoły, organizuje takie egzaminy, innymi słowy w danej gminie zdaje się jeden egzamin do wszystkich grammar schools.

Nasz Jasiek, głównie dzięki temu, że jest zdolnym dzieciakiem,(ale od razu mówię miał i ma nadal Tutora) bo jak większość jego kolegów wakacji nie spędził nad książkami, a wręcz przeciwnie, we wrześniu zdał taki egzamin.

Wyniki mieliśmy chyba w listopadzie, chociaż dokładnie nie pamiętam, dla chętnych mogę sprawdzić. Tu kolejna trudna sprawa, zdany egzamin nie gwarantuje wcale miejsca w szkole. Z ok. 5000 kandydatów, 1700 dzieciaków zdało egzamin, a miejsc jest ok.800 przynajmniej w naszym okręgu.

I wszyscy czekają, na ostateczny werdykt, aż do marca!!!! Między czasie w gminie składajamy formularz dotyczący przyjęcia do szkoły średniej, w którym należy wybrać 6 szkół, do których chciałoby się wysłać dziecko. Jakie jest kryterium przyjęcia do szkoły w sytuacji, kiedy tyle dzieci zdało egzamin. Paradoksalnie nie zawsze ma to związek z ilością otrzymanych punktów, a raczej z tym jak daleko od szkoły się mieszka. Jednym słowem im bliżej tym lepiej i wiedzą o tym wszyscy!!!!! Rynek nieruchomości również, więc jak się domyślacie im bliżej takiej szkoły, tym drożej. Proste? Proste.

Wczoraj właśnie był wielki dzień, wieczorem na emaile rodziców przyszły wiadomości z werdyktem. I tu chwale się moje dziecko dostało miejsce w Chis and Sid, grammar school, która mu się najbardziej podobała. Czy się ucieszył? Oczywiście, że tak, to przecież jego wielki sukces. Prawdziwą radość na jego twarzy, a nawet łzy szczęścia widziałam przedwczoraj, kiedy to dowiedział się, że zdał egzamin (Staś też!!!!) do Cranleigh Abu Dhabi. Nigdy przenigdy nie widziałam chłopaków tak szczęśliwych, nawet podejrzewałam ich o to, że są już tak zarzuceni wszystkimi dobrami, że nie potrafią się cieszyć. Nie miałam racji. Umieją i cieszą ze swoich osiągnięć i możliwości poznawania nowego świata.

Mam nadzieje, że wczoraj rodzice widzieli tylko szczęśliwe twarze swoich dzieci!!! Nie ma nic lepszego!!!!!!!

2 thoughts on “Oczekiwana zmiana szkół…

  1. Z dalekiej prospektywy słonecznej Italii widzę to nieco inaczej: Anglicy skutecznie tresują swoje dzieciaki już od najwcześniejszej dzieckości, by pasowały do systemu. Efektem jest często wypalenie (burn out chyba to nazywają). Albo, po całotygodniowym “zapieprzaniu”, weekendowe szaleństwo zakończone kacem i poniedziałkowym wymiotem zanim się wróci do kieratu. Ja myślę, że dziecko 10-11 letnie MUSI mieć wakacje. Szkoła to nie wszystko, to nie całe życie. Tak samo jak praca. A w UK żyje się po to, by pracować, nie odwrotnie. Harujesz, harujesz, potem jedziesz na wypasione wakacje, w jakieś super miejsce za te ciężko zarobione pieniądze; wakacje to też kwestia poziomu społecznego, przynależności do wyższej/niższej klasy. Do tego – jeśli nie szkoły prywatne – to lekcje prywatne, na które trzeba nieźle wybulić. Efekt jest taki, jak u naszego dawnego znajomego z UK, który mając pięcioro dzieci, wychodził z domu codziennie o siódmej rano i wracał o 22 – 23. Dwudziestoletnią córkę, która grała na fortepianie, słyszał tylko raz. Dla mnie to jest chore. Życie jest codziennością. Mała, krok po kroczku codziennością. W rodzinie oznacza wspólnotę czyli przeżywanie razem wydarzeń, nawet tych drobnych, pozornie błachych, jak choćby wspólna herbata, gotowanie, spacer czy gra w karty. A decydowanie o możliwości uniwersytetu w wieku 10/11 lat? A co z tymi, którzy się “budzą” później? Bez szans, bo nie zrobili odpowiedniej szkoły? A co z tymi, których rodziców nie stać na zamieszkanie bliżej szkoły? Tym gorzej dla nich? Selekcja naturalna?
    Rozpisałam się pewnie chaotycznie poruszając wątków zbyt wiele. Sorry… 🙂

  2. Trudno się w większości nie zgodzić z tym co powiedziałaś. 100% prawda, 10-11 lat nie powinno decydować o przyszłości dziecka i myśle, że nie do końca tak jest, że decyduje. Oczywiście jak dziecko jest zdolne da rade sobie wszędzie i szkoła mu raczej w tym nie przeszkodzi. Jest też druga strona medalu, decydując się na życie w UK, gdzieś zgadzamy się na całość. Nie możemy wybrać tylko tego co nam się podoba, a nawet jak i nawet kiedy zupełnie nie zgadzamy się z system edukacji, to możemy zacząć edukacje domową (home learning), wtedy w domu w dogodnych dla nas warunkach, w czasie w którym najbardziej nam odpowiada możemy realizować program szkolny. Zawsze znajdzie się rozwiązanie, o ile chce się go poszukać. Znam rodzinę z trójką dzieci, która właśnie coś takiego robi. Mama jest w domu i pozwala jej to na zaangażowanie i oddanie się dzieciakom. Uważam, że nie można zwalać wszystkiego na szkołe i jeżeli widzimy, że nasze dzieciaki mają do czegoś naturalne predyspozycje to staramy się je “pchać” w tą stronę. Nie ma jednak jednego idealnego systemu, który zadowoliłby wszystkich. Każdy ma inne priorytety w życiu, żadne z nich nie są lepsze, ani gorsze, na koniec dnia wszyscy jesteśmy egoistami i robimy tak jak wydaje się dobrze dla nas, a nie dla innych, dlatego uważam, że trzeba korzystać z tego co jest wokół i wybierać tak, żebyśmy czuli się z tym dobrze. Rozpisałam się równie szeroko w swojej odpowiedzi :), uważam, że to wszystko jest bardzo ciekawe i warte zgłebienia 🙂

Leave a Reply