Piątkowy wieczór na obcasach…

Wyjątkowo cieszę się, że dziś piątek. Zazwyczaj to mój znienawidzony dzień tygodnia, bo po nim jest weekend, a to oznacza, dwa dni z dziećmi bez Bartka, bo ten najczęściej wtedy pracuje.

Soboty jeszcze jakoś sprawnie mijają, bo to mimo wszystko dzień w miarę powszedni i zawsze są jakieś zajęcia, od czasu do czasu trafią się jeszcze jakieś urodziny, więc przeżycie od 6 rano do 8 wieczorem, bez większego uszczerbku na zdrowiu psychicznym nie jest większym problemem.

Najgorsze są niedziele, kiedy wszyscy zamykają się w domach celebrując rodzinny czas.

Wszystko dobrze jeżeli pogoda jest w miarę łaskawa i nie leje, nie wieje i nie grzmi, wtedy można iść na spacer do parku i jakoś pół dnia przeżyć, ale na boga przecież to jest Anglia tu pada i wieje nieustannie.

Zadowolić troje dzieci i pozostać przy zdrowych zmysłach jest wyzwaniem, szczególnie jak się mu stawia czoła w pojedynkę.

Dziś jednak jest inny piątek. Dziś jest taki jak ma 99% moich znajomych. Na myśl o nim przebierałam radośnie nogami od kilku tygodni. Bo dziś piątek, po k†órym przychodzi wolny weekend. Wszyscy jesteśmy w domu!!! A co najważniejsze dziś piątek, kiedy mamy z Bartkiem wieczorne wyjście!!!

Nie byle jakie, będzie na bogato i będzie jak to mawiają na wyspie posh. Bal Bożonarodzeniowy dla UWAGA KONSULTANÓW Z london Bridge Hospital, czyli medyczny creme de la creme.

Kiedy zobaczyłam zaproszenie, jakiś miesiąc temu od razu pomyślałam, że musimy tam iść. To idealna wymówka, żeby wziąć opiekunkę, wskoczyć w małą czarną, założyć najlepsze szpilki i ruszyć w miasto.

Wszystko ładnie pięknie, tyle tylko, że wskoczenie w małą czarną szybko okazało się niemożliwe. Nie to, że jej nie mam, mam oczywiście, że tak! Wisi w szafie i tylko czeka na takie okazje!!!! Niestety ja jakoś nie bardzo pomyślałam, że takowe przyjdą i pozwoliłam tej sukience w tejże szafie się skulić. Hmmm jakim cudem ona tak tylko wisząc zrobiła się jakieś 10 cm za ciasna. Do dupy ten Ted Baker!

Dwa tygodnie temu, kiedy sukienka za żadne skarby nie chciała się rozciągnąć i wrócić do swoich rozmiarów z pomocą przyszedł mi post zdrowotny. Sporo rzeczy u mnie do uzdrowienia by można było znaleźć, ale głównym moim celem było w miarę swobodne wciśnięcie się w sukienkę. Nie nie mogłam wybrać lepszej, zdrowszej metody. Nie było na to czasu. Dwa tygodnie!!!!!!

Pogodziłam się z jabłkami, marchewkami i dynią. Piłam zakwas buraczany, czystek, rumianek i inne tego typu zdrowe pierdoły. Udało się!!!! Zapieła się!!!  Jak jeszcze do wieczora nic nie zjem, i zakwas zrobi swoje to na sam wieczór mam szansę na jakieś 30 mm luzu!

Obcasy, hmmm to większe wyzwanie niż zwalenie 10 kg w dwa dni. Moje obcasy na codzień, to szałowe adidasy i baleriny, ale jak się idzie na posh bal do Tower of London to ni cholery nie pasują.

Mega szpilki mam oczywiście, dostałam od męża urodzinowo, pięknie wyglądają w pudełku na szafie. Oczywiście to obcasy na czerwony dywan i do limuzyny do której powinnam się wślizgnąć z gracją komando foki.

I wszystko byłoby ok, bo nawet miałabym szansę przejść 10 metrów od drzwi domu do samochodu, a potem kolejnych 15 od samochodu do sali balowej, tyle tylko, że mój mąż stwierdził, że limuzyny UBER nie bierzemy, bo utkniemy w mega korkach, za  pod domem jest stacja i mamy idealny dojazd do Canon Street, a potem jedyne 20 minut na piechotę.

No ubawiłam się od rana, że aż strach. 20 minut na piechotę w obcasach, chyba, że zawisnę mu na plecach i pozwolę się dociągnąć na miejsce. Do tego cholera jasna, to okrutna infekcja,co to dzieci na początku tygodnia się nią zachwycały dopadła i mnie. Katar mnie po prostu zalewa. Plan był iść bez rajstop, tak jak to robią mieszkanki Wyspy kiedy wychodzą, do tego na sukienkę tylko delikatnie zarzucony szal i gotowe. Nigdy przenigdy nie trzęsą się z zimna!

Wobec wyzwania jakim stała się jazda pociągiem, chyba będę musiała wyciągnąć ze strychu strój narciarski, inaczej nie dość, że pewnie wejdę na bal z połamanymi nogami to jeszcze szczękając zębami z zimna.

Nie poddam się tak łatwo jest wyjście to wyjdę. Od rana po domu chodzę w obcasach, coby złapać na nich jak taką równowagę. Po raz pierwszy pod niebiosa zachwalam nasz stary wiktoriański dom i jego podłogowe nierówności, to dobra zaprawa przed londyńskimi chodnikami.

Nie chodzę sobie po domu od tak po prostu, ale też robię wszystko to co zawsze zrobić muszę.Wyjątkowo dziś cieszę się z nudnych domowych obowiązków. Im więcej skomplikowanych zadań tym lepiej. Zmywam, odkurzam, piorę, wycieram kurze itd wszystko dzielnie na obcasach. Kaja usypia na górze co chwila marudzi, więc muszę pokonywać strome i śliskie schody, także wyjście z metra nie powinno mnie zabić.

Do tego w związku z dzisiejszym wyjściem miałam wczoraj wyjście na late night shopping. Tak tak tu wszystko jest pootwierane do 18:00, ale jest jeden szalony dzień w tygodniu CZWARTEK, kiedy w świątyni boga pieniądza można bezkarnie szaleć do 21:00!!!!!!

Zaszalałam i ja, mając doskonałą wymówkę kupiłam mniej niż bardziej potrzebne w fantazyjnych kolorach kosmetyki, te Panie w tych sklepach to mają jakieś diabelskie moce w sobie, umieją przekonać do wszystkiego. Wprawdzie ni cholery nie pamiętam jak i co do czego, bo teraz wszystko to jakieś kosmetyczne kombajny 10 w jednym i do ust i do oczu, uszu, policzków. Drugie tylko do czoła, trzecie tylko podkreśli idealne kontury…wow sporo tego.

Pray odrobinie szczęścia, jak Kaja jednak stwierdzi, że popołudniowa drzemka to dobry pomysł mam nawet szanse na pomalowanie paznokci. Na razie wprawdzie drze się ze swojego łóżeczka w niebo głosy, ale miejmy nadzieję, że to ją bardziej zmęczy i padnie…tak wiem superniania by się przydała.

 

Jak dobrze wszystko pójdzie to mam szanse to przeżyć i może nawet dobrze się bawić.

Udanego piątku!!!!!

img_0183
Obcasy i dresy trenuję przed wyjściem na różnych powierzchniach domowych

img_0184
w razie gdyby miało być ślizgo ćwiczę na panalach

5 thoughts on “Piątkowy wieczór na obcasach…

  1. Sis taka okazja …no taka okazja ! Czerwona podeszwa musi być! kocha to zrozumie i zamówi ta taxeę 😛
    btw szczerze ?jak nie muszę też nie noszę rajstop, nawet w jesień – taki nawyk mi został po Szkocji (say whaaaaat?:P)
    UDANEGO WIECZORU -HAV FUN AND U GONNA ROCK THIS PARTY !:P (czekam na zdjęcie outfit’u)

  2. Nie sposób się z Tobą – z trójką łatwo nie jest- czasem wymiękam po 2 godzinach . Ale wychodząc rodzinie na przeciw pracuję juz tylko jedną sobotę w miesiącu – poza tym weekendy są nasze !
    P.S. Fajnie że zostałaś bloggerką 😀 , lubię Twój styl , miło się czyta – nie przestawaj Gejowa 😉 !

    1. Dzięki chociaż blogerka to za dużo stanowczo za dużo powiedziane. To moje pisanie, głównie poto żeby zobaczyć jak dużo pozytywów się dzieje w codzienności. Serio gdyby tak chcieć cały dzień opisać to by był km wpis :))) buziak

Leave a Reply