Czasami, nie należy nic planować…

Zazwyczaj poniedziałki to moje prywatne niedziele. Wszyscy domownicy wychodzą, a ja zostaje sama…uwielbiam  ciszę w domu i ten moment, kiedy po tym jak już wszystko posprzątam, popiorę, przytargam zakupy ze sklepu, wstawie obiad, pozmywam, zalegam w fotelu na leniwe, bezmyślne 30 minut tylko dla siebie. Rozpusta. Przekartkuje gazetę, sprawdzę telefon, czy może jakiś znajomy nie ma się dobrze i w związku z tym napisze sms’a (bo przecież jak nie dzwonią, ani nie dają znaku życia tzn. mają się dobrze), a może przynajmniej skrobnie “co tam?” na whatsapp, tyle możliwości komunikacji, także jakby się coś działo to na pewno daliby znać. Daliby??????

Czasami też w tym całym szaleństwie porzucam swoją rutynę, a co tam niech się wali i pali, matka też człowiek. Wypuszczam się wtedy do Londynu. Uwielbiam to!!!!!!!! Kiedy tu przyjechałam nie miałam poczucia, że to najlepsze miejsce na świecie i cały czas uważam, że są ciekawsze miasta, ale Londyn ma w sobie to coś i spacery po nim zawsze są magiczne.

Wczoraj wieczorem zaplanowałam sobie taką domową dezercję. Chciałam do pędzącego tłumu, myślałam o odwiedzeniu New Bond St, jak dla mnie to takie londyńskie Rodeo Drive. Masa drogich sklepów, ładni ludzie i kompletne oderwanie od rzeczywistości. Tak tego mi potrzeba!!!!!! Rano porzuciałam swój mum’s look (czyli jeans + tshirt) i radośnie wskoczyłam w  strój anty matkowy, bo i rajstopy i spódnica i o zgrozo! biały !!!!!! T-shirt (coś z matki atrybutów zawsze trzeba mieć przy sobie). Żadna, ale to żadna matka przy zdrowych zmysłach nie zakłada takich wymyślnych ciuchów, chcąc przetrwać dzień w towarzystwie swoich ukochanych dzieci, kotów i psów. I już zaczynam robić makijaż, ale nie taki, w stylu angielskim, tylko pełen make up, z podkładem, cieniami do powiek, iliner’em, tuszem do rzęs, korektorem, różem i sypkim pudrem (geeezas swoją drogą ile tego trzeba, żeby człowiek mógł w miarę spokojnie wyjść na ulice), a tu z pokoju Kai dobiega masakryczny kaszel. Myśle, nie to nie możliwe, nie słuchaj!!!! Zignoruj, zaraz jej przejdzie!!! Daj spokój nie myśl jak matka polka, przecież angielskie dzieci szaleją w kałużach nawet z zapaleniem płuc !!!!!! Nie wchodź do pokoju!!! Nie bądź mięczak!!!!……

Pokonały mnie wyciągnięte z łóżeczka rączki Kajci i buzia cała w gilach, taki poranny słodziak. Więc wysłałam sms :”Leighann Kaja nie czuje się dziś w 100 % dobrze zostaje w domu. Mam nadzieje, że do zobaczenia w środę.”

I zostałyśmy. Ja w swoim wyjściowym ubraniu, Kajcia w stroju Królewny Śnieżki, który w sobotę dostała od cioci Ewy (Ewuś buziak za to wielki), spędzamy dzień razem.

Nie będzie zatem na blogu mega wpisu o tym jak to zaszalałam w mieście w poniedziałkowe przedpołudnie, ani szałowych zdjęć z przed świątecznego, zapadanego deszczem Londynu, nie przeczytam w pociągu kilku rozdziałów książki, którą czytam już od września, ale za to obejrzę po raz tysięczny Frozen, pobawię się klockami dupplo, pooglądam ukochaną książeczkę o Cyrku…

I po cichu, bo na głos nigdy do tego się nie przyznam, powiem facbookową gwarą LUBIĘ TO!!!! Lubię, że nie muszę nigdzie pędzić co rano, lubię mieć czas dla swoich dzieci, lubię cieszyć się z tego, że wyrwałam krótką chwilę na przejżenie gazety. Lubię być mamą, mieć dzieci, męża i koty, których sierść jest absolutnie w całym domu!!!!!

Miłego Poniedziałku!!!!

 

5 thoughts on “Czasami, nie należy nic planować…

  1. Czytając Twoje wpisy zawsze pojawia się u mnie wielki uśmiech na twarzy ! Niby zwykła codzienność a Ty potrafisz tak to przekazać, że z niecierpliwością czekam na kolejni wpis ! Fakt , Londyn jest magiczny to oczywiste! Już Cię widzę w pięknych louboutin w bątą miejscach z kieliszkiem szampana w ręku …to jest klimat ! ! i tak na koniec …Fajną tą rodzinkę masz !
    także i ja napiszę drukowanymi LUBIĘ TO !
    p.s: merdam już nóżkami z niecierpliwością na nastepny wpis ~!

  2. Dobra – ja też przecież rodzinna jestem – BARDZO FAJNIE ŻE PISZESZ – PISZ PISZ I NIE PRZESTAWAJ 🙂 Ps. Ja też dzisiaj rano malowałam się przy dźwiękach kaszlu, ale dałam po 3 łyżki syropów i dawaj do roboty , przedszkola i szkoły…….Cóżżżżżżżżżżżż. Buziaki, miłego dnia upsss, pisania.

    1. No tak ja mam to szczęście, że moja praca jest zawsze ze mną:) wystarczy “odpalić”komputer. Swoją drogą właśnie zadzwonili po mnie ze szkoły, do Kai dołączył Staś!!! Szaleństwo.

Leave a Reply