ZAWSZE JEST JAKIŚ POCZĄTEK…

Dziś od rana jest jakiś magiczny, refleksyjny dzień i do tego pogoda wcale nie ponura, owszem ziąb masakryczny, jakieś +6 stopni, takie najgorsze niewiadomo co, bo jeszcze nie mróz, a już nie ciepło, ale do tego nie pada i zdawałoby się, że takie optymistyczne warunki pogodowe nie sprzyjają żadnym refleksjom, nic bardziej mylnego. Od rana jestem w tzw. pozytywnych nostalgiach. Jakoś mimo codziennego pędu dzień się zaczął leniwie, dwie latorośle średnia i najmłodsza wsunęły się pod naszą kołdrę z samego rana i to dosłownie z rana bo 5:30 to dla większości normalnych ludzi nie czas na otwarcie nawet jednego oka, za nimi przybiegła nasza najmłodsza kudłata kulka szczęścia tak mało i tak dużo jednocześnie do tego, żeby dzień się dobrze zaczął.

Oczywiście rozmiłowanie i romatyzm nie mogą trwać zbyt długo szczególnie w piątkowy poranek, więc wstałam gotowa do “normalności”, schodzę po schodach krokiem pożal się boże, gdyż będąc ofiarą mody noszę kurtkę która w żaden sposób nie zasłania mojego super zgrabnego tyłka, geez kto by chciał go zasłaniać, niestety ten cholerny wyspiarski wiatr postanowił zawiać moje plecy, więc łażę jak wielu pacjentów mojego męża, ale co tam dwa advile czekają na mnie na dole w apteczce i obowiązki poranne. Mina odpowiednia do sytuacji, a tu co mój mąż smaży naleśniki. WOW co za piątek, ja ich nie zjem, bo żeby nosić przykrótkie kurtki to takie śniadania omijamy szerokim łukiem, ale dzieciaki to inna bajka. Skoro trwa sielanka to egoistycznie zajmuje sie sobą, doprowadzając się do stanu używalności, ale takiego nie wykraczającego poza angielskie normy. I oczywiście po cichutku oddaje się poranemu rytuałowi FB, Instagram, kursy walut itd. Na instagramie znajduje zdjęcie Shannen Doherty, Brendy z Beverly Hills 90210 – to informacja dla wszystkich powyżej 35 lat, innym raczej to nie pomoże, właściwie krótki filmik z tego jak po podwójnej mastektomii lekarz wstrzykuje specjalny płyn w implanty, które mają “rozepchnąć ” skórę, tak żeby mogła mieć implanty piersi. Widzę jak się uśmiecha i jaka jest dzielna i cieszę się bardzo, przede wszystkim z tego, że w naszej rodzinie mamy już to za sobą, że moja Mama jest zdrowa i z tego też, że Brenda jest już na tym etapie leczenia, teraz już tylko z górki. Później Bartek pisze mi sms o chorym pacjencie z glejakiem. Jak to się mówi pacjent do bazy. Smutne ale prawdziwe 47 lat i koniec. I myśle sobie nie ważne jak bardzo tego się nie chce takie rzeczy są i się trafiają, mówię serio zdarzają się częściej niż nam się wydaje. Dlatego trzeba żyć! ale żyć dobrze. Być dobrym człowiekiem.
Za oknem nadal świeci słońce, ja gotuje rosół, wiem to nie niedziela itd, ale zimny piątek też jest ok.
Kaja zasypia. Zaraz dopadnie mnie codzienność, ale co tam opatulam się porankiem i do przodu.
Buźka dla wszystkich, którzy dotrwali do końca tego postu. Gratulacje!!!

To mój dzisiejszy wpis na FB. Od niego wszystko się zaczęło. Moi znajomi stwierdzili można powiedzieć jednogłośnie, no przynajmniej Ci, którzy z siebie jakiś głos wydali pisz bloga, a że nie mogę powiedzieć pomysł po głowie mi od jakiegoś czasu chodził, to w sumie dłużej zachęcać już mnie nie musieli i oto jest mój pierwszy wpis, nawet nie wiedziałam jak to jest bardzo skomplikowane, matko ja i komputer i meandry html, url czy co tam jeszcze jest dla mnie równie skomplikowane jak tablica mendelejewa.

Miało być prosto i logicznie, no cóż ja mam chyba jakąś inną logikę, bo stworzenie tego pierwszego wpisu zajęło mi kilka godzin. Najmniej skomplikowane jest pisanie, ta cała edycja co do czego jak ma się pokazać. Ratunku pomocy nic z tego nie rozumiem! Normalnie bym już sobie temat odpuściała, ale pomyślałam o nie, nie dam się pokonać w świecie wirutalnych meandrów i  mimo wszystko zrobię swój pierwszy wpis i wszystko pomału będę udoskonalać.

Zapraszam w świat mojej codziennej codzienności. Mam nadzieję, że nie zanudzę Was już pierwszymi wpisami, a przede wszystkim, że sama w tym wytrwam!!!

 

Leave a Reply